Antologia osobista
niedziela, 10 maja 2015

Piosenka opuszczonego zwierciadła

 

 

Gdzie jesteś stąpająca we mnie

Płonąca we mnie błyskiem nagłym

I gdzie twej dłoni poruszenie

Kiedy nakładasz róż na wargi

 

Gdzie jesteś mój kapryśny skarbie

Ulotne szczęście mojej nocy

Królowo o włosach z paproci

Źrenico o deszczowej barwie

 

Czekam na chwile gdy przechodzisz

Jak ziemia wiosny czekająca

I jak jeziora woda śpiąca

Czeka na wiosła swoich łodzi

 

W mojej przepastnej ciemnej głębi

Daję ci skryte me spojrzenia

Ach bliżej bliżej podejdź żeby

Zagarnąć obszar mego cienia

 

Jak armia wejdź do mej krainy

W pola i wzgórza mych przestrzeni

Bierz gmachy lasy sól mej ziemi

Marzenia moje zmierzchy dymy

 

Pokaż mi jaka jesteś piękna

Nie mniej od spisku i zabójstwa

Bardziej niż o mówiące usta

Niż lud co buntu się nie lęka

 

Niż dzikich ptaków bezszelestne

Przeloty czujne nad mokradłem

Ach gdy się moich zrzekasz pragnień

Do własnych dążysz unicestwień

 

Przybliż się twarzą do mej twarzy

Zwróć oczy w oczy swoje bliskie

Oddaj mi nieba chmury wszystkie

Wróć mnie do wzroku i miraży

 

 

Louis Aragon

przekład Artur Międzyrzecki

Tagi: Aragon L
21:38, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Piękna

 

 

W ruchomych głębinach twego ciała

moje dłonie jak różdżki

odnajdują złote strugi ekstazy

 

O złe węże gniewu

 

Meble w mojej sypialni nienawidzą się nawzajem

ich wielkie nieruchome batalie przypominają

zmagania naszych ciał i rąk

gwałtowne syki pary dobywające się o północy z trzewi

uśpionych portów

domy rozdzierające się niewidocznie od góry do dołu

na dźwięk kroków zbyt pięknej kobiety

 

A piękna była jak dzień

 

Piękno to korona płonąca

dreszcz przebiegający drzewa

od rdzenia poprzez białe słojowate drewno aż po korę

 

Piękno to wspaniałość krzywiących się boleśnie ust

gdy skaleczy je nazbyt gorzki kształt mowy

a każda mowa jest gorzka kiedy chce coś wypowiedzieć

 

Piękna była jak zwierciadło

jak deformujące zwierciadło w którym jednako nierealni

przeglądają się

ci co są bardzo brzydcy i ci co się chełpią urodą

 

Zagasną zwierciadła kiedy usta właśnie przestaną

odbijać w małym kieszonkowym lusterku niepewny znak

życia

dojrzeją wtedy zwierciadła

gdyż to co gaśnie dojrzewa

 

Doprawdy

 

to śmierć wieczna krzątaczka — podgryzająca ciała i twarze —

nadaje niektórym ludziom niezapomniany urok

starych rzeczy z których opada już pozłota Porwane

sznurowadła

Serca pobite Oczy uleciałe Obcięte paznokcie

Kocham to wszystko co się rozpada

dojrzałe owoce spadające w samą porę na ziemię aby okryć

nocą porażkę

 

O nieskalanie sina białości zagasłych obwódek

O ciała zrujnowane Poorane twarze

Zmurszałe pomniki zżerane przez deszcze i pieśni

Kocham tylko wasze rozpadające się kształty

podobne tym co z miłości osłabły i pobladły

 

 

Michel Leiris

przekład Jerzy Lisowski

Tagi: Leiris M
21:21, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

[Głucha jest noc...]

 

 

Głucha jest noc mgła i mrok

Głuchy kamień i dąbrowa

Głuchy na kowadle młot

Głuche morze i sowa

 

Ślepa jest noc i kamienie

Ślepe są trawy i kłosy

Ślepy kret co ryje w ziemi

Ślepe są twoje włosy

 

Niema jest noc i niema nędza

Nieme są pieśni świerszcze łąk

Niema powietrza jasna przędza

Nieme jezioro ptak i pąk

 

Kaleka ta cała natura

Kalekie zwierzęta i głazy

Kaleka karykatura

Kaleki kto miesza wyrazy

 

Więc kto widzi? kto słyszy? kto woła?

 

 

Raymond Queneau

przekład Jerzy Lisowski

Tagi: Queneau R
20:55, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Pomnik człowiek niepotrzebnego

 

 

Tkwił całe życie w łoju

najpierw w brzuchu: dziewięć miesięcy

potem ssał pierś

komunia wojsko praozrot

a potem kartki żywnościowe

potem był ojc- potem dziadki-

em

Uczciwość

Dziewięćdziesiąt dziewięć lat konania

Był sobie

i już go nie ma

 

 

Raymond Queneau

przekład Jerzy Lisowski

Tagi: Queneau R
20:49, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Słowo i chłód

 

 

Człowiek dosięgający wieku, w którym niedługo odejdzie od

siebie,

Uchwyci każdą okazję bycia sam na sam ze sobą.

(Wieku gdzie przyszłość jest ledwie tygodniem, odnawianym

kapryśnie).

 

Niedawno, przeszedłszy przez most Caulaincourt od strony

metra Blanche,

Włóczyłem się pamiętliwie po kątach, które nas kiedyś widziały

z rewiowymi girlsami,

Rasowego Pierre Herbarta i mnie, świetlistych naszymi

osiemnastoma latami,

Aż wreszcie zszedłem po schodach ku mogile, która będzie

moim więzieniem.

Nowiutka, na cmentarzu Montmartre, od strony rue Joseph-

de-Maistre,

Bliska pokrzepiających prochów tancerza Vestrisa i jego żony,

która grała księżniczki w tragedii w roku 1780.

Patrząc na mój grobowy kamień, bez roku, nazwiska, imienia

wyrytych w złocie,

Przyszło mi dziwacznie na myśl, że żywy, jestem bez okładki,

Rekrutem Persefony, chwilowo na przepustce. 

Jutro będę oprawny w ten albigejski granit.

Później myślałem o mojej książce: każde zdanie tyle razy

inaczej napisane,

Bo niewypowiedzialne wymaga długiego uporu.

I pomysł tego wiersza: mniej nieubłagany od życia, pozwala,

by go znów zaczynać od początku.

Dzień opadał wśród kapliczek w gruzach.

"Goodnight, sweet prince", szepnąłem do mych

przyszłych cieni.

Oddalałem się od upiornego cmentarza, trądu jego płyt,

biwaku zagubionych drzew.

Był nieruchomy październik. Szedłem wolno ku miastu.

Na rue Pigalle zwidziało mi się, wysokie jak kamienica,

widmo przedmiotu żałobnie ukochanego. 

Powróciła do ludzkiej postaci, blada dziewczyna w ciemnej

sukni, oparta o stręczycielsko lśniący witraż. 

 

 

Gilbert Lely

przekład Konstanty A. Jeleński

Tagi: Lely G
20:42, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 maja 2015

Dziewięć bram twojego ciała

 

 

Ten wiersz Magdaleno jest tylko dla ciebie

To jeden z pierwszych wierszy naszego pożądania

Pierwszy nasz wiersz tajemny o moja ukochana

Dzień dzisiaj piękny i wojna taka piękna lecz gdyby przyszło

na niej umrzeć

 

Ty tego panno nawet nie wiesz dziewięć jest bram u twego ciała

Siedem już znam a dwie mi zakryto

Cztery zdobyłem szturmem wszedłem w nie nie myśl że tak

łatwo z nich wyjdę

Bo wszedłem w ciebie przez twe rozgwieżdżone oczy

I przez uszy słowami którymi władam i które stanowią moją

eskortę

 

Oko prawe mojej ukochanej pierwsza bramo mojej miłości

Spuściłaś była zasłonę powieki

Rzęsy stały na straży ścieśnionym szeregiem jak czarni

żołnierze malowani na wazach greckich powieka ciężka

zasłona

Z aksamitu

Skrywała twoje spojrzenie jasne

I ciężkie

Nasza miłość taka sama

 

Oko lewe mojej ukochanej wtóra bramo mojej miłości

Jak tamto skromne i miłością tak ciężkie jak ono

O bramo wiodąca do serca mój wizerunek i mój śmiech co

błyszczy

Jak gwiazda podobny do oczu twoich które kocham

Podwójna bramo spojrzenia kocham ciebie

 

Ucho prawe mojej miłości bramo trzecia

Ciebie dopiero zdobywszy udało mi się otworzyć na oścież

dwie pierwsze bramy

Byłoś ucho bramą dla mojego głosu który cię przekonał

Kocham ciebie któreś do Obrazu wniosło sens przez Myśl

 

I ciebie także ucho lewe które miłości mojej jesteś bramą

czwartą

Błogosławię was uszy mojej ukochanej

Bramy które rozwarłyście się na mój głos

Jak róże się rozwierają pod pieszczotą wiosny

Przez was mój głos moje rozkazy

Wnikają do ciała Magdaleny

A za nimi ja który jestem cały mężczyzną i także cały

wierszem

Wierszem o jej pożądaniu które sprawia że i sam siebie też

kocham

 

Dziurko w nosie lewa piąta bramo mojej miłości i naszego

pożądania

Tędy wnijdę w ciało mojej ukochanej

Wnijdę weń subtelny zapachem mężczyzny

Zapachem mojego pożądania

Ostrą wonią męską którą upije się Magdalena

 

Dziurko w nosie prawa szósta bramo mojej miłości i naszej

rozkoszy

Ty która chłonąć będziesz jak sąsiadka woń mojego ciała

I nasz zapach zmieszany mocniejszy i gorętszy niż wiosna cała

w kwiatach

Podwójna bramo nozdrzy kocham cię szafarko

najsubtelniejszych rozkoszy

Czerpanych ze skarbnicy oparów i aromatów

 

Usta Magdaleny siódma bramo mojej miłości

Poznałem cię bramo czerwona która topielą jesteś mojej żądzy

A stojący tam na warcie żołnierze mdlejąc z miłości wołali że

się poddają

O bramo czerwona i ciepła

 

Jeszcze są Magdaleno dwie bramy

Których nie znam

Dwie bramy przede mną 

Zakryte

 

Ósma brama mojej pięknej miłości

O niewiedzo moja podobna do ślepych żołnierzy mrących

wśród zasieków pod płynnym księżycem Flandrii

Albo raczej do podróżnika który umiera z głodu pragnienia

i miłości w dziewiczej puszczy afrykańskiej

Ciemniejszej od Erebu

Świętszej od lasu Dodony

A wie że niedaleko tryska źródło chłodniejsze niż wody Kastalii

Miłość moja znajdzie tam sobie świątynię

I skrwawiwszy przedsionek którego broni czuła hydra

niewinności

Odkryje w niej i sprawi iż wytryśnie najgorętszy gejzer świata

O Magdaleno moja ukochana

Jestem już panem ósmej bramy

 

A ty dziewiąta bramo jeszcze bardziej tajemnicza

Która otwierasz się pośród dwojga perłowych wzgórz

Jeszcze bardziej tajemnicza niż tamte

Bramo zaklęć i czarów o których nie śmie się myśleć głośno

Ty też jesteś moja

Najwyższa z bram

Bo w rękach mam

Ów klucz jedyny co otwiera

Wszystkie dziewięć bram

 

O bramy otwórzcie się na mój rozkaz

Jestem panem Klucza

 

 

Guillaume Apollinaire

przekład Jerzy Lisowski

19:19, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Dziewiąty poemat tajemny

 

 

Uwielbiam twoje runo, które jest doskonałym

Trójkątem Boskości

Jestem drwalem jedynego dziewiczego lasu

O moje Eldorado

Jestem jedyną rybą twego oceanu rozkoszy

Moja piękna syreno

Jestem alpinistą w twych śnieżnych górach

O moje białe alpy

Jestem boskim łucznikiem twoich ust tak pięknych

Mój drogi kołczanie

I jestem holownikiem twoich nocnych włosów

O piękny statku na kanale mych pocałunków

I lilie twoich ramion przyzywają mnie znakami

Mój ogrodzie letni

Dla mnie dojrzewają owoce twoich piersi coraz słodsze

Mój pachnący sadzie

I wznoszę cię Magdaleno piękności moja ponad świat

Jak pochodnię wszelkiego światła.

 

 

Guillaume Apollinaire

przekład Julia Hartwig

18:28, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Stance 

[fragment]

 

 

Kształty ogrodów pysznych, w świetle, w światła błyskach,

Posępna noc zburzyła i miesza kolory,

Kasztany, sosny to już czarne rumowiska,

Zmęczony dzień zdejmuje z kwiatów dnia pozory.

 

Niechaj obca ci będzie ta, co w miłość żywą

Wnosi niegodną śmierć ich, drzew i róż udręka.

Ku klęsce rzeczy serce nasze się wyrywa,

Ono, co czuje bliski cień i się nie lęka.

 

 

Vincent Muselli

przekład Mirosław Ostoja Ochocki

Tagi: Muselli V
18:13, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

[Ale te ptaki, które pod wieczór leciały...]

 

 

Ale te ptaki, które pod wieczór leciały,

Śpiewając mimo wiatru i pomimo cieni,

Dumne wśród gruzów, czyżby nic nie powiedziały

O nieubłaganym okrucieństwie nadziei?

 

Trwoga wstąpiła w zwierzę i w roślinę,

Lęki mnożyły się w powietrzu, ale

Te ptaki, ptaki, cóż, śpiewały dalej,

Nie wiedząc, że się światło załamuje płynne.

 

Dzień zapadł już w sczerniałe tataraki,

Żal zimny ścisnął rzeczy na równinie,

Po kryjomu wszystko umarło i płynie

Coraz szerzej po stawie smutek, ale ptaki...

 

 

Vincent Muselli

przekład Mirosław Ostoja Ochocki

Tagi: Muselli V
18:12, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

[Czy to możliwe, że ta nieślubna para...]

 

 

Czy to możliwe, że ta nieślubna para z dorosłym już synem się

rozpadła? — Niewątpliwie. — Życie było silniejsze. — Wyczerpali

wszystkie spojrzenia i wszystkie łzy. — Kochali się. Rozdzierali się.

Zobaczyli się nagle w innym świetle. — Musimy się rozejść. —

Odejdziesz, wołały pociągi pod wiaduktami. — Pójdziesz sobie,

śpiewały dzwony w miastach. 

Ojciec spotkał się z synem. Miał brudną plamę na twarzy i był

nieogolony. — Gdzie indziej widziano przechodzącą córkę. Niosła coś na

kształt gitary.

Gdzie te czasy kiedy matka biegła do okna by patrzeć jak jej dziecko

oddala się aleją... Uwielbiali się. Wyczerpali się.

 

Z jaką przyjemnością rani się nawzajem...

Takie myśli sprawiają, że się patrzy czy to drugie już krwawi...

Ach, te wzruszające słowa, od których się blednie...

 

Uwielbiali się. Rozeszli się.

 

 

Léon-Paul Fargue

przekład Jerzy Lisowski

Tagi: Fargue LP
17:42, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61
| < Maj 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
* Poeci na Viridarium *
* Viridaria i okolice *
I. Prasówka
II. Zaczytani
III. Wydawnictwa
IV. Książkowo
V. Filmowo
VI. Rozmaitości