Antologia osobista
sobota, 13 czerwca 2015

Po śniadaniu

 

 

Po śniadaniu

Które się zwykle składa z kawy i widoku

Gęstniejącego deszczu, katedry, sędziwej i szarej, ale

Pachnącej miło trawą i paprociami

Wychodzę z domu, myśląc o wszystkich tych, co byli w tym pokoju

I spali tu

Smutni i nadzy

Samotni we dwoje

Co przychodzili razem, i

Czy byli młodzi, biali

Ze śladem niewinności,

Czy przychodzili tylko, żeby wejść na ten swój szczyt i

Poprzystawiać się i w końcu rozejść;

Czy może byli starsi, już nie do seksu,

Zagubieni w lustrach, kontemplujący własny zmierzch, i

Co poranek znaczył dla nich?

 

Może ten pokój był kiedyś izbą służącej.

Czy była młoda, piegowata, o piersiach jak jabłka?

Czy się śmiała?

Czy drażniła lokaja swym 19-wiecznym wdziękiem

I wirującymi spódniczkami,

Czy wyglądała przez świetlik

I chciała być wolna, i 

Co jadła na śniadanie?

 

Budząc się dziś rano, myślę o tym

Jakby to było dobrze dzielić się z kimś śniadaniem.

Budzą się całe rodziny!

Tysiąc negliży, piżam, koszul nocnych

Wędruje sobie ciepło na dół na śniadanie

Jak bezpiecznie! i

Inni, wynurzający się z dalekich krańców świtu,

Mający na śniadanie tylko ból i mżawkę,

Których po przebudzeniu zawsze wita uboga uczta dnia.

 

Jak wiele niespełnionych istnień,

Patrzących gorzko z drugiej strony szyby

Od sutereny aż po strych, i

Pytających smętnie

Komu się dziś dostanę?

Z kim dzisiaj zjem śniadanie?

I zawsze wraca ta sama odpowiedź —

 

Dostaniesz się deszczowi, samotny śniadaniarzu!

 

 

 

Brain Patten

przekład Piotr Sommer

Tagi: Patten B
23:56, druga.strona.lustra , poezja anglosaska
Link Dodaj komentarz »

Zawsze ten sam obraz

 

 

Zawsze ten sam obraz —

naga wyłaniasz się z jesiennych rzek,

twoje ciało paruje, okryte deszczem,

niebieskoszare krople opadają z ciebie,

gdy mówisz

liście spadają, rozsypują się.

 

Zawsze obraz twoich piersi,

wodorostów pełnych niepokoju

od dotyku drżących; obok ryba

siostra; twoje niebieskie ciało, twój

podążający cień,

dwa widma oglądane z odległej promenady

przez trwożliwy tłum.

 

Ten sam obraz

choć jezioro otoczone teraz paprociami

i przez mgłę widać tylko

tłum kochanków idących za nagą

znikającą bez śladu w zakamarkach świtu.

 

 

Brian Patten

przekład Piotr Sommer

Tagi: Patten B
23:56, druga.strona.lustra , poezja anglosaska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 czerwca 2015

I dozorca żelaznego ogrodu

 

 

I dozorca żelaznego ogrodu jest już zbyt obojętny żeby się martwić

kiedy zwleka się z łóżka wśród rdzewiejących kwiatów

i deszcz który go oblewa jest już smutkiem innej planety

i jego serce stygnie pośród przerośniętych krzaków

i jego oczy zamknięte w szopie gasną

i czuć jedynie dotyk wiatru

i zapach jaki niesie wiatr aby przypomnieć mu

o mniej okropnych światach. 

I karły w żelaznym ogrodzie przytyły i odeszły

i posągi znalazły sobie pozycje mniej nagie

i przychodzą dzieci dławione chichotem

i starzy fotografowie co ukrywają się wśród ruin

ustawiają je w pornograficznych pozach żeby dogodzić

kształtom świata.

 

 

Brian Patten

przekład Piotr Sommer

Tagi: Patten B
18:02, druga.strona.lustra , poezja anglosaska
Link Komentarze (1) »
środa, 10 czerwca 2015

Piosenka dla starego wieśniaka

 

 

 

Dla ciebie śpiewam piosnkę tę

Stary wieśniaku, za to, że

Gdy zimno było w życiu mym

Ty drewno swe oddałeś mi

 

I dałeś ogień wtedy, gdy

Obywatele godni czci

I bliźni nasi wszyscy w krąg

Zamknęli przede mną swe drzwi

 

To przecież nic, to parę drew

Lecz starczy, żeby ogrzać się

A w duszy mej płonęły tak

Jak płonąłby cały las

 

Więc kiedy umrzesz, stary już

Gdy wieźć cię będzie czarny wóz

Niech przez niebiański cię wiezie szlak

Aż do nieba bram

 

Dla ciebie śpiewam piosnkę tę

Dobra kobieto, za to, że

Gdy głodno było w życiu mym

Ty chleb swój oddałaś mi

 

Ty otworzyłaś mi swój dom

Gdy bliźni nasi wszyscy w krąg

Obywatele godni czci

Zamknęli przede mną swe drzwi

 

To przecież nic, to tylko chleb

Lecz starczy, żeby najeść się

A ja do dzisiaj w sercu mam

Ten zapach chleba i smak

 

Więc jeśli umrzesz kiedyś już

Gdy wieźć cię będzie czarny wóz

Niech przez niebiański cię wiezie szlak

Aż do nieba bram

 

Dla ciebie śpiewam piosnkę tę

Obcy człowieku, bowiem ty

Jedynie mi współczułeś, gdy

Żandarmi złapali mnie

 

Ty jeden smutny miałeś wzrok

Gdy bliźni nasi wszyscy w krąg

Obywatele godni czci

Klaskali w swe dłonie co sił

 

To przecież nic, spojrzenie twe

Lecz taka dziwna moc w nim jest

Że blask twych oczu jeszcze dziś

Otuchy dodaje mi

 

Więc jeśli umrzesz kiedyś już

Gdy wieźć cię będzie czarny wóz

Niech przez niebiański cię wiezie szlak

Aż do nieba bram

 

 

 

Georges Brassens

przekład Filip Łobodziński

 

 

 

Tagi: Brassens G
08:28, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 czerwca 2015

Czy usłyszę

 

 

Czy usłyszę, jeżeli położę się na ziemi,

płacz tej, która pode mną

powolne kroki w chłodnych korytarzach,

chwiejne kroki ucieczki przez puste dzielnice?

 

Głowę mam pełną widoków ulic nocą,

jakichś pokojów, twarzy niewyraźnych,

(a więcej ich niż latem liści na drzewach),

a na nich z kolei tyle obrazów i myśli

jakby labirynt luster oświetlonych

skąpo lampami o niepewnym świetle;

— ja także kiedyś dawno, na zatłoczonych placach,

szukałem drogi i wyjścia,

ja także tęskniłem za ciałem tych, co odeszli.

Głowę mam tak pełną złudnych świateł i odbić

w zakolach i wykrotach jakiejś mrocznej rzeki,

a na jej brzegach pamiętam niestrudzone usta.

 

Wszystko to dla mnie teraz ukryte pod ziemią,

słyszalne uchem przykładanym do niskiej trawy,

stłumione dudnieniem jej jęku i głosami

owadów, co piłują ciszę, i wszystko jak jeden jej jęk

nazwijcie ją jak chcecie, ona jest tu

na pewno, ona pode mną, ciemna, to ona płacze.

 

 

Philippe Jaccottet

przekład Aleksandra Olędzka-Frybesowa

22:14, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Czy możliwe, że istnieje coś takiego...

 

 

Czy możliwe, że istnieje coś takiego, co chętniej

zamieszkuje w słowach i w zgodzie z nimi

— te chwile szczęścia, które, spotykane w wierszach,

przynoszą szczęście, jakieś światło, co przekracza słowa

i jakby je zaciera — a jest także coś innego,

co wzdryga się przed słowami, przemienia je, niszczy:

 

tak jakby słowo odrzucało śmierć

albo też jakby pod dotykiem śmierci

gniły nawet słowa?

 

 

Philippe Jaccottet

przekład Aleksandra Olędzka-Frybesowa

21:43, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Nieszczęście / Jak góra...

 

 

Nieszczęście

Jak góra, co się na nas zwaliła.

 

Tak głębokiego rozdarcia

nie mógł przynieść po prostu majak senny, który się rozwieje.

 

Gdyby człowiek był tylko węzłem linii powietrznych

czy rozciąć by go musiało aż tak ostre żelazo?

 

Nie ma w nas nic poza łzami,

kiedy stoimy tak, wszyscy, z czołem opartym o ten mur.

 

I czego nas tu uczą:

tego, że muru dotknąć się nie da,

czy raczej — czym naprawdę jest nasze życie?

 

Lekcja dawana batem.

 

 

 

Philippe Jaccottet

przekład Aleksandra Olędzka-Frybesowa

21:21, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Zła przyjaciółko...

 

 

Zła przyjaciółko, jakby nieżywa,

Jakie drzwi tajemne,

Jakie drzwi, które we śnie odkrywasz,

Dzielą cię ode mnie?

 

Porzucasz twarz swą nieodgadnioną

I na klucz zamkniętą,

Zostawiasz tylko głowę uśpioną

I włosy zwinięte.

 

I choć całuję ciebie błagalnie

Ty wychodzisz z ciała,

Tak bezszelestnie, jakbyś sypialnię

Przez dach opuszczała.

 

 

Jean Cocteau

przekład Lidia Sujczyńska

Tagi: Cocteau J
19:55, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Wytchnij, łoże miłości...

 

 

Wytchnij łoże miłości, my w głębokim mroku

Odpocznijmy, pomówmy, a stopy cnotliwe

Złóżmy z dala; jak konie śpiące bok przy boku,

Kładąc czasem na siebie szyje pieszczotliwie.

 

 

 

Jean Cocteau

przekład Lidia Sujczyńska

Tagi: Cocteau J
19:55, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »

Nic mnie tak nie przeraża...

 

 

Nic mnie tak nie przeraża, jak ów spokój zwodniczy

Twarzy w sen pogrążonej,

W marzeniach widzisz Egipt, o mumio tajemnicza

W masce złotem zdobionej.

 

Dokąd wzrok twój umyka, konająca królowo

W kolorach wyrazistych,

Którą miłość odbarwia i maluje na nowo

Jak czarny balsamista?

 

Porzuć, o ma królowo, ma dzika łabędzico,

Morza, wieki minione,

Wynurz się na powierzchnię, odzyskaj swe oblicze

W odmętach zatopione.

 

 

Jean Cocteau

przekład Lidia Sujczyńska

Tagi: Cocteau J
19:55, druga.strona.lustra , poezja francuska
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 68
| < Maj 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
* Poeci na Viridarium *
* Viridaria i okolice *
I Prasówka
II Zaczytani
III Wydawnictwa
IV Książkowo
V Filmowo
VI Muzycznie
VII Rozmaitości